Do Paryża wyleciałam wieczorem. Mój pobyt opiewał na dwa i pół dnia. Zabrałam tylko torbę podręczną, ale zamiast kosmetyków, ciuchów, co wzięłam? Hm, oczywiście, że....moje zdrowotne rarytasy :-). W pojemniczek zapakowałam sobie sałatkę z makaronu żytnio-razowego, brokuła, czosnku i jajka. Zjadłam sobie ją czekając na lot jako kolację. Do Paryża zabrałam brukselkę (już obraną, aby nie tracić na tę czynność czasu w Paryżu), pora, ugotowanego buraka, obrane i już uprażone orzechy włoskie i laskowe, kaszę jaglaną i gryczaną, ugotowaną marchewkę, gruszkę, mój chleb no i oczywiście czosnkek! Właściciela apartamentu, w którym miałam mieszkać, poprosiłam jedynie o kupienie mi jajek i masła. Czyli miałam jedzenie na całe dwa i pół dnia, bez tracenia czasu na chodzenie po sklepach :-)